RUSKIE W IRANIE


Od razu chcę uspokoić, że tytuł komunikatu to zabawna prowokacja. Nie sugeruję tu, broń boże, żadnej militarnej agresji Rosji na Iran, bo nic takiego nie miało miejsca. Jednak nadzwyczajnym atutem naszych firmowych autokarów są podawane codziennie parówki na gorąco, a od niedawna, również pierogi ruskie! Nasi kierowcy, czyli też nasi restauratorzy, utrzymywali, że parówek, oraz pierogów ruskich nigdy zabraknąć nie może. Lecz podczas naszej pierwszej podróży do Iranu, pierogi mają takie powodzenie, że zapasy kończą się przy wjeździe z Iranu do Turcji. Jak więc można inaczej zatytułować komunikat, skoro wszystkim nam Iran kojarzy się z pierogami?

Mamy oczywiście pewne obawy przed podróżą do Iranu. Przecież nawet sami Amerykanie nie są od takich obaw wolni! Śledząc informacje na stronie Ambasady Iranu i słuchając opowieści turystów, wiemy, że będzie to bardzo trudne doświadczenie. Bezwzględny zakaz posiadania i picia alkoholu, z zagrożeniem do kary śmierci włącznie, obowiązek nakrycia głowy u kobiet we wszystkich miejscach publicznych, zakaz patrzenia w oczy kobiecie i podawanie jej ręki...jak tu przeżyć w takich warunkach cały tydzień?!

Rzeczywistość okazuje się całkiem inna! Już na samym, na pozór groźnym, przejściu granicznym, witają nas gościnne uśmiechy niezwykle sympatycznych Persów (choć u nas Iran uważany jest zwykle za kraj arabski, to, poza islamem, Persowie z Arabami nic wspólnego nie mają!). Pobieżna kontrola za drobne napiwki, wymiana pieniędzy po znacznie lepszym kursie niż w banku, znakomite autostrady z jezdniami oddalonymi od siebie o 100 m, symboliczne opłaty za ich użytkowanie i paliwo po cenie...48 groszy za litr!  Czujemy się bogaci i szczęśliwi! 

Nigdy dotąd nie spotkałem tak sympatycznego narodu jak Persowie. Zarówno w wielkich miastach, jak i na prowincji, rozpoznają nas z daleka, choćby po stroju. Miejsca turystyczne oblegają prawie wyłącznie miejscowi, zagranicznych turystów jak na lekarstwo. Spodziewaliśmy się, że czarno odziane kobiety będą przed nami uciekać, a mężczyźni patrzeć nieufnie. Nic bardziej mylnego! Dziewczęta, z jaskrawym makijażem, przybiegają do nas, aby zrobić sobie z nami zdjącia. Nikt na ulicy nie przechodzi obojętnie, każdy z uśmiechem pyta o narodowość (po persku Polska to Lachoston!), gotowy do pomocy, zwykle bezinteresownie. Tańczymy z miejscowymi na trawie. Wśród Persów można czuć się jak w rodzinie!

W Teheranie, w dniu 13.maja, trafiamy na święto Madżlis - urodziny Imama Alego. To arcyważne święto szyitów, celebrowane w stolicy wielkim festynem w parku. Telewizja irańska transmituje występy estradowe. Niewiele czasu trzeba, aby nas zlokalizować. Proszą o wywiad, jesteśmy ponoć pierwszym, w historii, autokarem turystycznym z Europy! W świetle kamer, na tle grupy, na pytanie o cel naszej podróży, mówię, że pragniemy odnaleźć grobowce królów Cyrusa, Kserksesa i Dariusza. Redaktor jest w szoku. To tak, jakby zapytany w Warszawie Irańczyk pragnął odwiedzić groby Łokietka, czy Krzywoustego! Stajemy się gwiazdami ich święta i mediów! 


A cóż za skarby widzimy! 10 obiektów na naszej trasie widnieje na liście UNESCO. Teheran - imponujące, największe miasto Bliskiego Wschodu. Pałac Dariusza w Persepolis, spalony na rozkaz Aleksandra Macedońskiego, gdyby mógł być bardziej znany, byłby jednym z głównych cudów świata! Imponuje też inna staroperska stolica Pasargada Cyrusa Wielkiego, oraz Naqsh-e Rostam, czyli "Dolina Królów", lub "Perskie Krzyże". Z okresu panowania dynastii mongolskiej podziwiamy Małą Tadż Mahal. Ale najbardziej działają na wyobraźnie kapiące złotem pałace szachinszachów Pahlavi i najpiękniejsze na świecie perskie ogrody. Wszak to tu, w kilku różnych miejscach Iranu, naukowcy i romantycy lokalizują dawny, biblijny raj!  

Przy wysokościach nad poziom morza, przekraczających 2000 m, upały nie męczą. Pomimo wysokości drogi są jednak płaskie i proste, umożliwiające wysoką przeciętną prędkość. Wysokie pasma gór towarzyszą nam w oddali, więc w końcu, stęsknieni za emocjami, a dysponując czasem i tanim paliwem, przedłużamy trasę, przejeżdżając w poprzek dziki łańcuch górski, równie dziką drogą. Widzimy w ten sposób Morze Kaspijskie (największe jezioro świata), bajecznie kolorowe wioski azerskie i mozaikę pól ryżowych.

W najdalszym punkcie trasy, 5698 km od Zielonej Góry, w ojczyźnie znanego winnego szczepu Shiraz, mówię grupie, że stąd rozpoczynamy powrotną drogę do domu. Że po spacerze po bajkowych "ogrodach raju" przejdziemy pod Bramą Koranu, która zawsze błogosławiła wyruszających w podróż. W tym momencie słyszę gwałtowny protest: - Ale dlaczego, skoro my wcale nie jesteśmy zmęczeni i chcemy jechać dalej! Zrobimy zrzutkę! Po kilkunastu dniach nie da się już żyć bez autokaru! Gdzie chcecie jechać? - pytam. - Do Indii - słyszę odpowiedź. - No dobrze, ale przez Awganistan i Pakistan ja was nie przewiozę! Zakończyło się tym, że większość uczestników zapisała się na przyszły sezon na autokarową wycieczkę do Turkmenistanu i Uzbekistanu, przez Iran. Nie podjąłem w końcu tego trudnego wyzwania, ale za to pojedziemy w maju do Azerbajdżanu! Zapraszam!

Copyright by Biuro Podróży EXODUS S.J. | All rights reserved