ZA NAMI NAJWIĘKSZA PODRÓŻ W HISTORII BP EXODUS ! MOC PRZYGÓD I REKORDÓW !


WRÓCILIŚMY Z DALEKIEJ PODRÓŻY...”

„DZIENNIK POKŁADOWY” Z NAJDŁUŻSZEJ I NAJDALSZEJ WYPRAWY BP EXODUS W JEGO 24-LETNIEJ HISTORII – REJSU STATKIEM PASAŻERSKIM „MSC ORCHESTRA” Z DUBAJU DO INDII, SRI LANKI, TAJLANDII, MALEZJI, SINGAPURU, INDONEZJI I DOOKOŁA AUSTRALII

20 lutego – 29 marca 2015 roku

 

Dzień 01. - 20.lutego, piątek:

Ruszamy z Zielonej Góry do Warszawy pociągiem Intercity Lech o godz.04.57. Na dworcu Warszawa Zachodnia przesiadamy się o godz.09.00 na podmiejski pociąg na lotnisko Okęcie. Pewną trudność stanowi przenoszenie bagażu schodami, między peronami. Startujemy z lotniska Okęcie liniami Emirates do Dubaju o godz.13.40. Mamy pewne problemy z lądowaniem na największym dworcu lotniczym świata z powodu burzy piaskowej. Lot kończy się jedynie opóźnieniem, chociaż niektóre inne samoloty są podobno zmuszone szukać innego lotniska. Mówi się potem, że nawet nie docierają do Dubaju niektórzy artyści, zakontraktowani do występów na naszym statku. Około północy przyjeżdżamy z lotniska podstawionym autokarem do hotelu Belvedere Court Hotel Apartments****. Śpimy długo.

Ciekawostka dnia:

W samolocie przecieramy oczy ze zdumienia i musimy się uszczypnąć, widząc same, jedna za drugą, gwiazdy! Najpierw Doda, lecąca z Emilem Haidarem na wakacje na Seszele. Potem jeden Mroczek, za nim drugi, Radosław Majdan, Jarosław Jakimczuk, Czesław Mozil, Tomasz Jachimek i kilka innych, znanych z widzenia, postaci! Chłopcy lecą do Teheranu na turniej futsalu aktorów. Niektóre nasze dziewczęta ruszają, po autografy. Wśród celebrytów jedynie Doda nie wykazuje ochoty przyłączyć się do zabawy.

Dzień 02. - 21.lutego, sobota:

Po późnym śniadaniu ładujemy bagaże do podstawionego autokaru. O 11.00 ruszamy z miejscową przewodniczką z językiem niemieckim na 6-godzinne zwiedzanie niezwykłego miasta. Tłumaczy Ewa. Zatrzymujemy się w dzielnicy wieżowców Marina, rejonie słynnego, superluksusowego hotelu Burj al Arab, objeżdżamy rezydencyjną Wyspę Palmową, wchodzimy do hotelu Atlantis, z podziemnymi "ruinami Atlantydy" i do centrum handlowego Emirates Mall, połączonego z niezwykłym, krytym, sztucznym stokiem narciarskim. Wszystko największe i najlepsze na świecie.  Około 17.00 meldujemy się na statku. Przy liczbie pasażerów dochodzącej do 3000, musimy trochę odstać w kolejkach. Potem odbywamy krótkie, obowiązkowe szkolenie bezpieczeństwa. O 20.00 ruszamy w rejs. Inaugurujemy codzienne kolacje w restauracji Villa Borghese, niektórzy podpierają się zakupionym pakietem napojowym, z winem i wodą mineralną. O 22.30, w barze Savannah, uczestniczymy w prezentacji ekipy artystów rozrywkowych, którzy będą nas bawić przez długi rejs. Pierwsza noc i od razu przesunięcie czasu do przodu o pół godziny.

Ciekawostka dnia:

Zasypiając minionej nocy w Dubaju nie wiedzieliśmy, że właśnie zaczyna płonąć w tym mieście największy mieszkalny budynek na świecie – 79-piętrowy, 348-metrowy Dubai Marine Torch (ang. Pochodnia !). Pożar pięciu pięter powoduje ewakuację tysięcy ludzi, ale zostaje szybko ugaszony, bez ofiar śmiertelnych. Dziś, podczas zwiedzania dzielnicy wieżowców Marina, widzimy ślady pożaru.

Dzień 03. - 22.lutego, niedziela:

Pierwszy dzień na Morzu Arabskim. Lekko nas kołysze. Poznajemy luksusowy statek, dwukrotnie większy od Titanica. Na kolacji, w restauracji Villa Borghese, zbiera się dziś jeszcze spora część naszej grupy. W następnych wieczorach będzie nas coraz mniej, aż zostanie jeden, dwa niepełne stoliki, „polski kącik” otoczony wyspą pustych stołów, w morzu ściśle zapełnionej sali. Większość wybiera samoobsługę.
Dziś gala, spotkanie i fotografie z kapitanem – obowiązkowy strój wieczorowy. W barze Savannah, przez godzinę, podają darmowego szampana i darmowe drinki. Wieczorem w teatrze, show „Gotham”, z udziałem piosenkarzy, tancerzy i cyrkowców, przy muzyce rockowej. W nocy przesuwamy czas o godzinę do przodu.

Dzień 04. - 23.lutego, poniedziałek:

Drugi dzień na Morzu Arabskim. Kołysanie minimalne. Po śniadaniu czekamy w długiej kolejce na dopełnienie hinduskich procedur imigracyjnych, przed jutrzejszym zejściem na ląd. Dla statku jest to nowe doświadczenie, więc organizacja pozostawia tu dużo do życzenia. Dziś o 15.00 pierwsza moja pogadanka, w dyskotece na rufie, o jutrzejszym porcie Mumbaj. 
Wieczorem, w teatrze, show klasyczne – recital sopranistki Delii Noble, „oficjalnego sopranu Monte Carlo”, pracującej m.in. z Andreą Bocellim i Placido Domingo.

Ciekawostka dnia:

Dziś przekraczamy, z północy na południe, Zwrotnik Raka – 23st.26'16''N.

Dzień 05. - 24.lutego, wtorek:

Po przebyciu 1 150 mil morskich (2 130 km), wysiadamy w porcie w Mumbaj (Bombaj) w Indiach. Sklepów bezcłowych nie ma. O godz.10.00 wsiadamy do podstawionego autokaru z przewodnikiem z językiem angielskim. Ja tłumaczę. Objeżdżamy największe miasto Indii, najbardziej brytyjskie, najbardziej wiktoriańskie. W Mumbaju brytyjskim widzimy gmach słynnego Chhatrapati Shivai Terminus, czyli Dworca Wiktorii, umieszczonego na liście UNESCO, Poczty Głównej, Sądu Najwyższego, Uniwersytetu, Giełdy Papierów Wartościowych. Jesteśmy pod słynną Bramą Indii oraz hotelem Tajmahal, przejedziemy słynną promenadę „Naszyjnik Królowej”, zatrzymujemy się przy plaży Chowpatty, wjeżdżamy na widokowe Wzgórze Malabar. W świątyni Iscon tańczymy i śpiewamy z wesołymi mnichami „Hare Rama, hare Krishna”. Spacerujemy po Wiszących Ogrodach, po parku Kamala Nehru. Mijamy Wieże Milczenia, cmentarz Parsów, którzy wystawiają tu, na dachu, zwłoki sępom na żer. Fotografujemy słynną pralnię Dhobi-ghat, największą w Azji, znaną z popularnego, oscarowego filmu "Slumdog". Około 17.00 wracamy na statek. 
O 18.00 ruszamy w dalszą drogę. Wieczorem, w teatrze, show artystów rockowych, poświęcone muzyce Franka Sinatry.

Ciekawostka dnia:

1. W Mumbaju widzimy największy i najdroższy dom jednorodzinny na świecie – 27 piętrowy dom 5-osobowej rodziny Mukesha Ambani, prezesa Grupy Przemysłowej Reliance. Ma 2 baseny i 3 lądowiska helikopterów. Kosztował 2 biliony dolarów.
2. W Indiach spotykamy się z ruchem lewostronnym. To nic nadzwyczajnego, przecież tylu rodaków mieszka na Wyspach Brytyjskich. Jednak ciekawostką jest fakt, że wszystkie 13 portów we wszystkich 7 krajach naszej podróży, poza początkiem i końcem w Dubaju, ma ruch lewostronny. To wyzwanie dla pieszych! Nie zdajemy sobie sprawy z tego że od dziecka, wchodząc na jezdnię, automatycznie patrzymy w lewo! O wypadek nietrudno!

Dzień 06. - 25.lutego, środa:

Dzień na Oceanie Indyjskim. Płyniemy na południe, wzdłuż zachodniego wybrzeża Indii. Morze spokojne. O 16.00 moja druga pogadanka, w dyskotece na rufie, o najbliższych portach Cochin i Colombo.
Wieczorem, w teatrze, show artystów rockowych „Starwalker”, poświęcone pamięci Mickela Jacksona.

Dzień 07. - 26.lutego, czwartek:

Po przebyciu 596 mil morskich (1 104 km) cumujemy w Cochin (India). To 180 km na południe od miejsca, gdzie, odkrywając morską drogę do Indii, lądował słynny portugalski żeglarz Vasco da Gama. Założył tu kolonię, wybudował kościół i tu zmarł. Po przycumowaniu załatwiamy hinduskie formalności na zejście na ląd. Po poprzednich złych doświadczeniach dzisiaj idzie to błyskawicznie. Sklepów bezcłowych nie ma. O 09.00 spotykamy oczekującego nas przewodnika z językiem niemieckim. Tłumaczy Ewa. Zwiedzamy najstarszy katolicki kościół w Indiach, kościół św.Franciszka, z płytą, pod którą przez 15 lat, od roku 1524, spoczywały kości odkrywcy Vasco da Gama. Potem fotografujemy malownicze chińskie sieci o 800-letniej tradycji, odwiedzamy bazylikę Santa-Cruz i Holenderski Pałac. Po czasie wolnym na handlowej ulicy, zwiedzamy Paradesi, najstarszą synagogę w Indiach. O 15.00 wracamy na statek.
O 17.00 ruszamy w dalszą drogę. Dziś sugerowany jest strój elegancki. Wieczorne show w teatrze, to tym razem, z mylącym trochę tytułem „Tango & More”, muzyka klasyczna w wykonaniu naszej orkiestry kameralnej pod dyrekcją maestro Michele Manfrina
.

Anegdoty dnia:

1. Jeden z tych turystów spoza naszej grupy, którym pomagaliśmy z wizami, a który, w odróżnieniu od swoich znajomych, nie wykupił u nas pakietu wycieczek w portach, wynajmuje za 5 $ rykszę. Jedzie nią za naszym autobusem i podsłuchuje naszych przewodników. Pod koniec zwiedzania podburza swoich znajomych, aby wycofali się z naszej oferty i zażądali zwrotu pieniędzy. Ponoć nasze wycieczki są drogie, nieprofesjonalne i mają cechy „pątniczej, cierpiętniczej pielgrzymki”. To powoduje, na jakiś czas, konflikt z niektórymi osobami spoza naszej grupy.
2. Miejscowy sprzedawca pamiątek gra przy nas, na lokalnym instrumencie, melodię „Panie Janie, panie Janie, rano wstań...” - Patrzcie, jak tu nas, Polaków, witają! Same nasze piosenki! Dopiero co grali nam okupacyjną „Teraz jest wojna, kto nie handluje, nie żyje...” - wykrzykuje jeden z naszych, a drugi przyklaskuje. Na moją uwagę, że to międzynarodowe piosenki, francuska i hiszpańska, śmieją się ze mnie.

Dzień 08. - 27.lutego, piątek:

Po pokonaniu 313 mil morskich (580 km) cumujemy w Colombo, stolicy Sri Lanki (Cejlonu). O 11.30 podjeżdżamy wahadłowym busem pod hotel, gdzie czeka na nas  autokar i przewodnik z językiem niemieckim. Tłumaczy Ewa. Zatrzymujemy się przy barwnej świątyni hinduistycznej, zwiedzamy piękną, buddyjską świątynię Gangarama i ciekawe Muzeum Narodowe.
Około 17.00 wracamy na statek, zatrzymując się na chwilę przy Świątyni na Wodzie.
O 18.00 ruszamy w dalszą drogę. Wieczorna impreza w teatrze to Jednoosobowe Show Claudio de Negri, który występuje tu jako brzuchomówca. W nocy przesuwamy zegarki o pół godziny do przodu.

Ciekawostki dnia:

1. Sri Lanka to 89. kraj, do którego dotarli turyści BP Exodus.
2. W drodze powrotnej ze zwiedzanie przeżywamy stres. Z powodu wielkich korków w Colombo i opóźnieniu wahadłowego busa do portu nie mamy szans zdążyć na statek w terminie. Nasze opóźnienie rośnie do prawie godziny. Kamień z serca spada nam dopiero gdy widzimy, że statek stoi jeszcze na cumach. Grubo potem, po dwóch godzinach od planowego odpłynięcia, patrzymy zdumieni jak w eskorcie policji na motorach podjeżdża jeszcze 6 autokarów z oficjalnymi wycieczkami fakultatywnymi. Nie tylko my borykaliśmy się z korkami!  

Dzień 09. - 28.lutego, sobota:

Pierwszy dzień na wodach Zatoki Bengalskiej, uważanej za największą zatokę świata. Morze spokojne. 
Dziś sugestia eleganckiego stroju. Wieczorne show w teatrze, „La Voce dell'anima”, w wykonaniu orkiestry symfonicznej i śpiewaków operowych. W nocy przestawiamy zegarki o godzinę do przodu.

Dzień 10. - 01.marca, niedziela:

Drugi dzień na wodach Zatoki Bengalskiej. Morze spokojne. Przebijamy się przez wyspy Nikobary cieśniną Sombrero Chanal (Kanał Cienia). O 16.00 mam kolejną pogadankę, na temat przyszłych wysp, tajskiej Phuket i malezyjskiej Langkawi, tym razem już w salce konferencyjnej, którą nam udostępniono. 
Dziś znowu sugestia eleganckiego stroju. Na wieczornym show w teatrze, po raz pierwszy prezentuje się nam, pochodząca z Włoch, broadway'owa śpiewaczka Mimma Barra. Tytuł spektaklu „The Women I Love”.

Dzień 11. - 02.marca, poniedziałek:

Po przebyciu 1 185 mil morskich (2 195 km), dziś Tajlandia, a ściślej największa jej wyspa Phuket. Tendry, czyli duże łodzie motorowe, przewożą nas na ląd. Sklepów bezcłowych nie ma. O 09.00 spotykamy się z przewodniczką z językiem angielskim. Ja tłumaczę. Odwiedzamy miasto Phuket, gdzie spacerujemy po dzielnicy chińsko-portugalskiej z wieżą zegarową i uliczką uciech. Zwiedzamy też malowniczą chińską świątynie Jui Tui. Oglądamy panoramę miasta i Zatoki Chalong z wieży widokowej. Zwiedzamy największą świątynię buddyjską Wat Chalong z relikwiami Buddy. Odwiedzamy zakład przeróbki orzechów nerkowca, degustując wyroby z tego egzotycznego owocu. Po godz.16.00 powracamy tendrami na statek.
Odpływamy o 20.30. Dziś wieczór bez show. W nocy przesuwamy czas o godzinę do przodu.

Ciekawostki dnia:
1. Widzimy dwie plaże, które nie tak dawno bardzo ucierpiały z powodu tsunami. Śladów zniszczeń już nie ma, natomiast na najwyższym wzniesieniu postawiono gigantyczny, marmurowy pomnik Buddy, dobrze widoczny z lądu i morza. Budda pilnuje, aby tragedia się nie powtórzyła.

2. Tendry, czyli łodzie motorowe, po włosku nazywają się lancia. Możemy się więc pochwalić, że podczas tego rejsu jeździliśmy również lanciami.

Dzień 12. - 03.marca, wtorek:

Po przebyciu 131 mil morskich (243 km), budzimy się w Malezji. A ściślej na wyspie Langkawi. To bajeczna, zielona wyspa, rezerwat przyrody z listy UNESCO. Przeważa tu islam. O 10.00 jedziemy podstawionymi mikrobusami nad namorzynową rzekę Kilim. Towarzyszą nam sympatyczni chłopcy, którzy ładują nas na dwie łodzie. Tłumaczymy razem z Ewą. Odwiedzamy jaskinię pełną śpiących nietoperzy. Do zdjęć pozują nam dzikie małpy. Płyniemy zakolami rzeki obserwując różna gatunki drzew żyjących we wodzie, oraz węże, jaszczury i barwne ptaki. Prawdziwy spektakl dają nam łowiące ryby, morskie brązowe orły, symbole wyspy. Potem płyniemy na otwarte morze i lądujemy na piaszczystej plaży. Po kąpieli i zbieraniu muszli zostajemy postraszeni przez dzikie małpy. W drodze powrotnej odwiedzamy farmę rybną, gdzie możemy obserwować i karmić duże, egzotyczne ryby i płaszczki. Przed opuszczeniem wyspy znajdujemy, przy plaży Cenang, sklepy bezcłowe. Pierwsze na naszej trasie i, jak się okaże, ostatnie. Około 17.00 wracamy na statek.  
Odpływamy o 18.00. Dziś w teatrze, Jednoosobowe Show Claudio de Negri – tym razem to niezwykły pokaz zręczności palców, przy wyciąganiu statystom przedmiotów z kieszeni, ale też wyciąganiu części ich garderoby.

Ciekawostki dnia:

1. Malezja to 90. kraj, do którego dotarli turyści BP Exodus.
2. W porcie czeka na nas ekipa zaopatrzona w tabliczkę z napisem „Katarzyna Jaworska”. To moja córka, która organizowała nam korespondencyjnie te wszystkie wycieczki. Nie podejrzewam więc podstępu. Wsiadamy do trzech mikrobusów i jedziemy. Po kilku kilometrach okazuje się, że to jedna z firm, u których córka zbierała oferty, ale nie ta, którą wybrała i której zapłaciła. Wracamy więc na spotkanie z właściwą przewodniczką, mając trochę problemów z zawiedzionymi „partyzantami”. Od tego momentu zwracam uwagę na to, że przewodnicy mają mieć na tabliczce napis „EXODUS - Zbig Jaworski”, a nie imię naszej córki.

Dzień 13. - 04.marca, środa:

Przez cały dzień, w towarzystwie wielu statków handlowych pokonujemy cieśninę Malacca, jedną z najbardziej zatłoczonych dróg morskich na świecie. Po przebyciu 445 mil morskich (824 km), pod wieczór, około 18.00, wpływamy do Singapuru, najdroższego i najszybciej rozwijającego się miasta na świecie. Zorganizowana wycieczka dopiero jutro, więc w okrojonym gronie jedziemy taksówką do, pięknie oświetlonego po zmroku, centrum miasta. Wchodzimy do hotelu Marina Bay Sands, drugiego najdroższego budynku na świecie. Stamtąd przechodzimy do nowego, pięknie oświetlonego Parku Miejskiego. Spacerujemy wśród bujnej zieleni, kwiatów, zbiorników wodnych i futurystycznych konstrukcji. Jesteśmy też przy dwóch szklanych kopułach, do których jutro mamy wykupiony wstęp. Wracamy taksówką, lub pieszo na statek. Dzisiaj nie ma teatralnego show.

Dzień 14. - 05.marca, czwartek:

Niezapomniany dzień w Singapurze. O 09.00 wsiadamy do autokaru z przewodnikiem z językiem niemieckim. Tłumaczy Ewa. Wyjeżdżamy na górę Faber, aby podziwiać piękny widok na miasto. Spacerujemy po pięknym ogrodzie botanicznym, w którym największą atrakcją jest największy na świecie ogród orchidei. Widzimy tu endemiczne gatunki nazwane imionami sławnych ludzi. Orchidei "Księżna Diada" nie zdążyła zobaczyć za życia żona księcia Karola. Przejeżdżamy dzielnicą luksusowych rezydencji i ambasad. Odwiedzamy dzielnice: hinduską, malajską i chińską. Wysiadamy pod hotelem Marina Bay Sands i wjeżdżamy windą na taras widokowy SkyPark, na ostatniej, 56. kondygnacji. Znajduje się tam największy na świecie odkryty basen kąpielowy na takiej wysokości. Potem wjeżdżamy do Parku Miejskiego, gdzie wchodzimy do dwóch szklanych kopuł, miejscowego Świata Cudów. Pierwsza Kopuła Kwiatowa to kilka ogrodów z różnych regionów świata, z baobabami i tysiącletnimi oliwkami. W drugiej, Chmurnej Puszczy, wyjeżdżamy na 35-metrową sztuczną górę, z wielkim wodospadem i podniebnymi, zawieszonymi w powietrzu ścieżkami pieszymi. To niezwykłe przeżycie, szkoda tylko że zdecydowało się pójść z nami jedynie kilka osób. Reszta, zmęczona, pojechała na statek. Wracamy na pokład około 16.00.  Odpływamy w dalszą drogę o 19.00. Dziś w teatrze show, z cyklu Musica in Maschera, pod tytułem „Evergreen”, z udziałem orkiestry symfonicznej i śpiewaków operowych.

Dzień 15. - 06.marca, piątek:

Pierwszy dzień na Morzu Jawajskim. Morze spokojne. 
Dzisiaj druga gala – obowiązuje strój wieczorowy. Nocne show w teatrze, o tytule „Mon Amour”, to barwny występ piosenkarzy rockowych i tancerzy z gorącym cancanem w finale.

Ciekawostka dnia:

Dzisiaj przekraczamy równik, z północy na południe. Na pokładzie, przy basenie, trwa impreza chrztu Neptuna. Dostajemy z recepcji certyfikaty.

Dzień 16. - 07.marca, sobota:

Drugi dzień na Morzu Jawajskim. Morze spokojne. 
Dziś sugerowany strój elegancki. Wieczorne show w teatrze, z cyklu Musica in Maschera, pod tytułem „Broadway Night”, w wykonaniu orkiestry symfonicznej i śpiewaków operowych.

Dzień 17. - 08.marca, niedziela:

Po przebyciu 1 045 mil morskich (1 935 km), dziś Indonezja. A ściślej boska wyspa Bali. Tu, w przeciwieństwie do reszty rejonu, króluje religia hinduistyczna. Poza utrudnieniem ze zjazdem na ląd tendrami z dalekiej redy do małego portu Benoa, oraz trudnością w odnalezieniu oczekującego nas przewodnika w portowym tłumie, wszystko układa się świetnie. To zaskakująca, ale rzeczywiście bajeczna wyspa. Jeżdżąc ulicami ciągiem zabudowanej wyspy poruszamy się pomiędzy świątyniami hinduistycznymi. Są ich tu tysiące, praktycznie każde domostwo posiada własną świątynię. Odwiedzamy najstarszą świątynie, o 1000-letniej historii. Przed każdym domostwem mamy wystawione wielkie kolekcje rzeźby i sztuki ludowej. Nigdzie nie spotkaliśmy takiego skupiska artystów.
Spacerujemy po ogrodzie botanicznym owoców i przypraw, podziwiając rosnące ananasy, duriany, kawę, wanilię, imbir. Degustujemy Kopi Luwa, najdroższą kawę na świecie. Dostajemy wspaniały indonezyjski obiad, który jest najlepszym dowodem na zupełną niezwykłość i zasłużoną reputację miejscowej kuchni.
 
Wieczorne show w teatrze, z cyklu Musica in Maschera, pod tytułem „Lights of Vienna”, w wykonaniu orkiestry symfonicznej i śpiewaków operowych.

Ciekawostka dnia:

1. Indonezja to 91. kraj, do którego dotarli turyści BP Exodus. I to w Dzień Kobiet!
2. Kopi Luwak to najdroższa kawa na świecie. Pozyskuje się ją w zupełnie niezwykły sposób. Chodowane drapieżne ssaki łaskuny muzangi (cywety) karmi się najsłodszymi i najbardziej dojrzałymi owocami kawowca. Łaskun trawi miąsz, a nasiona lekko sfermentowane i pozbawione posmaku goryczki wydala. Zbiera się je skrupulatnie, czyści i wypala. Potem miele i pije. Próbowaliśmy - kawa znakomita!
Anegdota dnia:
Zauważam pewną zbieżność w problemach ruchu drogowego na wyspie Bali i u nas. Miejscowi uważają, że ich kierowcy są szaleni, bo panują nad nimi demony. Aby je przepędzać stawiają na skrzyżowaniach ulic i dróg pomniki hinduistycznych bóstw, które mają być ich postrachem. U nas problem demonów na drogach jest bardzo zbliżony. Dlatego mamy wszędzie tak wiele kapliczek przydrożnych i krzyży.

Dzień 18. - 09.marca, poniedziałek:

Początek „wczasów na statku”. Pierwszy z czterech, kolejnych dni na morzach. Początkowo na Morzu Timorskim, które jest spokojne.  Wieczorne show w teatrze, pod tytułem „Marc, the Mime”, to jednoosobowy występ znanego mima. W nocy przesuwamy czas o godzinę do przodu.

Dzień 19. - 10.marca, wtorek:

Drugi dzień na morzu. Płyniemy równoleżnikowo przez Morze Arafura. Fala niewielka. Po śniadaniu załatwiamy australijskie formalności imigracyjne. Zaczynam rysować pierwszy rysunek. 
Dziś sugerowany strój elegancki. Wieczorne show w teatrze, pod tytułem „I Come from Italy”, to jednoosobowy recital piosenkarki Mimmy Barra.

Dzień 20. - 11.marca, środa:

Trzeci dzień na morzu i przykra niespodzianka – przed południem kapitan ogłasza, że z powodu bardzo złych warunków atmosferycznych w rejonie Cairns, ze względów bezpieczeństwa, postój w tym australijskim porcie zostanie anulowany. „Wczasy na statku” zostaną przedłużone do sześciu dni! Przeglądając mapy prognozowe pogody w recepcji widzimy cyklon o nazwie Nathan, z okiem dokładnie w porcie Cairns. Niebywałe! Moje prywatne rozgoryczenie wzmacnia zagubienie torby z kilkoma drobiazgami i pewną kwotą pieniędzy. To już kolejna strata po białej czapce z zasłonką. Ażeby pocieszyć się po stracie, intensywnie rysuję dwa rysunki. Wieczorne show w teatrze, z cyklu Musica in Maschera, pod tytułem „Serata Verdiana”, w wykonaniu orkiestry symfonicznej i śpiewaków operowych. W nocy przesuwamy czas o godzinę do przodu.

Dzień 21. - 12.marca, czwartek:

Czwarty dzień na morzu. Nocą mijamy przylądek York. To oznacza, że opuszczamy wody związane z Oceanem Indyjskim i wypływamy na wody Południowego Pacyfiku. Przez najbliższe dni będziemy żeglować przez Morze Koralowe. Rano nasz statek zmienia kurs na południowy i zabiera na pokład australijskiego pilota. Manewrowanie na długości 2000 km w Wielkiej Barierze Koralowej i jeszcze przy niekorzystnej pogodzie, to zadanie zbyt wymagające dla naszego kapitana. A na opływanie rafy szerokim łukiem nie ma czasu. Po przebudzeniu wita nas jeszcze przyzwoita pogoda. Potem kapitan ostrzega przez megafon o rosnącym wietrze i ten rzeczywiście wkrótce zaczyna przekraczać prędkość 100 km/godz. Pułap deszczowych chmur obniża się, pojawia się mgła i w porze obiadowej nic już przez okna nie widać. Wykorzystuję czas słoty na rysowanie – kończę z satysfakcją dwa rysunki. Zaczynam pisać dziennik pokładowy.
Dziś sugerowany strój elegancki. Wieczorne przedstawienie w teatrze, pod tytułem „Variety Show”, w wykonanie piosenkarzy rockowych i tancerzy.

Dzień 22. - 13.marca, piątek:

Piąty dzień na morzu. Długo i dobrze spaliśmy. To ciekawe, bo nad ranem powinniśmy przejść przez centrum cyklonu Nathan. Fala rano nieco niższa, widoczność lepsza, są nawet maleńkie przebłyski słońca. Dziś miało być Cairns, ale piątek, 13. dzień miesiąca przyniósł pecha. Chociaż mogło być gorzej. Jednocześnie z naszym cyklonem Nathan, w regionie grasują dwa inne – bardzo silny Pam pustoszy wyspy Vanuatu (dawniej Nowe Hebrydy), zabijając 11 osób, słabszy Olwyn niepokoi Pilbarę, najdalej na zachód wysunięty skrawek Australii. Torby dalej nie ma. Rysuję dziś czwarty rysunek. Sprawia mi dużo radości. Jedyne życie towarzyskie to obiad i kolacja w restauracji oraz show, tym razem w wykonaniu wyłowionych w eliminacjach talentów z rzeszy pasażerów. Pomimo niezwykle wysokiej średniej wieku na statku, występ przechodzi nasze oczekiwania.

Dzień 23. - 14.marca, sobota:

To szósty dzień na morzu z rzędu. Mamy nadzieję, że wreszcie jutro uda nam się zejść na australijski ląd. Morze dalej wzburzone, wiatr przekracza 50 km/godz.
Dziś sugerowany strój elegancki. Wieczorne przedstawienie w teatrze, pod tytułem „Grease”, w wykonanie piosenkarzy rockowych i tancerzy.

Ciekawostka dnia:

Przed południem wychodzimy najdalej od brzegu, w pełne Morze Koralowe, aby ominąć najszerszą strefę Wielkiej Rafy Koralowej - Sekcję Mackay-Koziorożec. Ustanawiamy w ten sposób kolejny rekord Exodusu – 154st.20' długości wschodniej – najdalszy punkt na wschód, do którego dotarł turysta naszego biura. W porze popołudniowej, podczas spotkania informacyjnego z grupą przed portem Brisbane, przekraczamy, w kierunku z północy na południe, Zwrotnik Koziorożca 23st.26'16''S.

Dzień 24. - 15.marca, niedziela:

Rano morze się uspakaja i pojawia się piękne słońce. Zbliżamy się i widzimy wreszcie dobrze brzeg australijski. Na płaskim terenie wystają w niebo niezwykle strome stożki. Potem okazuje się że to Góry Glasshouse. Wpływamy na rozległą, choć płytką Zatokę Moreton. Z lewej podpływamy pod piaszczystą Wyspę Moreton, będącą parkiem narodowym.
Po przebyciu 2 927 mil morskich (5 421 km) od ostatniego portu na wyspie Bali, dopływamy wreszcie do zewnętrznego portu miasta Brisbane, na Wyspie Rybaków, 25 km od centrum. Tu czeka na nas przewodniczka z językiem niemieckim i autokar. Tłumaczy Ewa. Przejeżdżamy przez luksusowe dzielnice willowe i wysokie city, z najwyższym wieżowcem mierzącym 82 piętra. Większość czasu dzisiejszej wycieczki spędzamy w najstarszym i największym na świecie sanktuarium koali Lone Pine. 120 zwierząt tego gatunku, w różnym wieku, w większości śpiących na gałęziach eukaliptusowych w przezabawnych pozach, to niezwykłe zjawisko. Możemy przytulić do pamiątkowego zdjęcia samiczkę Tereskę, którą podaje nam dziewczyna mówiąca po polsku, lub samczyka Sumo. Na terenie parku fotografujemy się również i karmimy bardzo przyjazne rodziny kangurów, oraz dające się głaskać strusie emu. Poza tym spotykamy wiele innych, endemicznych zwierząt Australii, jak wombaty, diabły tasmańskie, kolczatki i dziobaki. Wokół roi się też od owiec, legwanów, jaszczurek, różnej wielkości i ubarwienia ptaków, są też krokodyle. Następnie objeżdżamy Brisbane, mijamy ogród botaniczny, zatrzymujemy się przy odnowionym na 100-lecie bitwy pod Galipoli pomnik ANZAK, fotografujemy niezwykłe kształtem „queenslandzkie drzewa butelkowe”, spacerujemy wieczorem po deptaku i fotografujemy przez rzekę Brisbane pięknie oświetlone City.
Przez większość czasu towarzyszy nam zamieszkały w pobliżu Brisbane kuzyn Ewy, z żoną i synem. Internet w zaimprowizowanym dworcu morskim niby jest, lecz go nie ma. Dziś wieczór bez show w teatrze. W nocy przesuwamy czas o godzinę do przodu.

Ciekawostki dnia:
1. Australia to 92. kraj, do którego dotarli turyści BP Exodus.

2. Wracając na statek naszym autokarem możemy pomóc, występującej na statku, znanej sopranistce Deli Noble, która śpieszy się na próbę "Traviaty". Podwozimy ją, mając okazję się z nią zapoznać i porozmawiać.

Dzień 25. - 16.marca, poniedziałek:

Dzień na morzu. O godzinie 16.00 mam w salce konferencyjnej kolejne spotkanie z grupą, na temat Sydney.   Dziś sugerowany strój elegancki. Wieczorem MSC, jako jedyny armator na świecie, pokazuje w teatrze, na pokładzie swojego statku, operę. Tym razem jest to „Traviata” Giuseppe Verdiego - oficjalna, choć skrócona do 50 min, wersja. W obu wieczornych przedstawieniach występują ci sami artyści, też wiodący tenor Claudio Sassetti, jedynie zmienia się, grająca główną rolę, sopranistka. W pierwszym rzucie słuchamy Arianny Ballotta, w drugim Delii Noble. Obie dostają dużą owację.

Ciekawostka dnia:

Udaje nam się zlokalizować wreszcie na niebie symbol półkuli południowej, umieszczony na australijskiej fladze narodowej, gwiazdozbiór Krzyż Południa. Bez tego trudno byłoby wracać z takiej podróży do domu. Gwiazdozbiór nie imponuje, ale ma kultowe znaczenie, będąc blisko południowego bieguna nieba. To jakby odpowiednik Gwiazdy Północnej na drugim końcu świata.

 Dzień 26. - 17.marca, wtorek:

Po przebyciu 481 mil morskich (891 km) dopływamy do przystani Circular Quay w największym mieście Australii, Sydney. Namawiają nas, aby wstać dzisiaj przed świtem i obserwować malownicze wejście do zatoki Port Jackson. Pierwszą w historii wizytę statku MSC w Sydney uświetnia powitanie armatkami wodnymi. Co prawda nie udaje się nam być „early birds”, ale bliski widok, na wprost, słynnej opery w Sydney, z jednej burty, a Mostu Portowego z drugiej, rekompensuje nam wszystko. O 09.00 rozpoczynamy objazd autokarem, z przewodnikiem, słynnego miasta i okolic. Tłumaczymy na zmianę z Ewą. Przejeżdżamy stare miasto Rocks, odwiedzamy punkty widokowe, Chinatown, Darling Harbour i dzielnicę życia nocnego King's Cross. Zatrzymujemy się przy słynnej plaży Bondi. Odbywamy malowniczy rejs katamaranem po zatoce Port Jackson. Płyniemy pod Mostem Portowym i przy Operze Utzona, spożywając bufetowy lunch. Po powrocie na ląd zwiedzamy symbol miasta, słynną Operę Utzona, wpisaną na listę UNESCO. Podczas zwiedzania mamy okazję posłuchać próby Wielkiej Orkiestry Symfonicznej Sydney. Potem mamy dużo czasu wolnego. Wieczorem, w operze, spora grupa pasażerów naszego statku uczestniczy w kończącym sezon, spektaklu „Toski” Giacomo Pucciniego. Po powrocie na statek, o godzinie 21.30 oglądamy z pokładu krótki, ale piękny pokaz sztucznych ogni przy operze, zorganizowany na naszą cześć. Statek odpływa dopiero o 01 w nocy, ale trudy i emocje dzisiejszego dnia zmuszają nas do udania się na spoczynek.

Ciekawostka dnia:

W słynnych, starych pubach „Hero of Waterloo” i „Fortune of War” króluje dziś kolor zielony i tłumy hałaśliwych Irlandczyków. W końcu to dzisiaj najważniejszy dla nich dzień, dzień świętego Patryka. Też i moje imieniny. Spotykam się z moją, niewidzianą od ponad 20 lat, kuzynką Kryską z Anglii, zamieszkałą od lat w Australii. Wspólnie pijemy piwo na 36.piętrze luksusowego hotelu Shangri-La, z bajecznym widokiem na port, nasz statek, Most Portowy i Operę Utzona.

Dzień 27. - 18.marca, środa:

Dzień na morzu. O 10.30 słuchamy wykładu w języku angielskim o Adelaidzie, Fremantle i Perth. Kończę moje rysunki. 
Dziś trzecia gala – obowiązuje strój wieczorowy. Wieczorem w teatrze, niezwykle widowiskowe przedstawienie, pod tytułem „Gold”, w wykonanie piosenkarzy rockowych i tancerzy.

Anegdota dnia:

Zapytacie kto, po kapitanie, jest na statku najważniejszy? Czy może starszy oficer pokładowy? Wydaje się, że znaleźliśmy odpowiedź. Do naszej restauracji Villa Borghese prowadzą wejścia z obu burt. W porze lunchu, ze względu na mniejszą ilość preferujących restaurację nad bar samoobsługowy, otwarta jest tylko jedna strona. Aby ukierunkować wychodzących z windy jeden z kelnerów, Francisco Flamenco z Salvadoru, stoi w przez 3 godziny i co jakiś czas podnosi rękę, wskazując drogę. Zauważyliśmy, że to niezła fucha. Nie tylko my jednak to zauważamy – koleżanka Francisca, bułgarska kelnerka, mówi do niego przechodząc obok: - I am really jalous for your job! (Ja naprawdę zazdroszczę ci twojej pracy!)

Dzień 28. - 19.marca, czwartek:

Dzień na morzu. Dziś rano podobno nasz cyklon Nathan wrócił z pełnego morza i atakuje Półwysep Cape York, w rejonie miasta Cooktown. O 16.00 kolejne spotkanie naszej grupy w salce konferencyjnej, gdzie mówię o czekającym nas jutro Melbourne. 
Dziś sugerowany strój elegancki. Wieczorem show w teatrze, pod tytułem „Mimma & Friends”, z udziałem piosenkarki Mimmy Barra i kilkoro z jej przyjaciół.

Ciekawostka dnia:

Opływając przylądek South Point ustanawiamy rekord najbardziej południowej pozycji geograficznej, na której znalazł się kiedykolwiek turysta Exodusu – 39st.40'05'' E. Niewiele brakuje więc nam, do osławionych „ryczących czterdziestek”.

Dzień 29. - 20.marca, piątek:

Przed świtem, po przebyciu 553 mil morskich (1 024 km), wchodzimy do Zatoki Port Philip i cumujemy przy terminalu Station Pier w Melbourne. O 09.00, autokarem Deluxe z przewodniczką z językiem niemieckim, ruszamy do centrum miasta. Tłumaczy Ewa. Objeżdżamy nowo budowaną dzielnicę Docklands, przejeżdzamy głównymi arteriami starego miasta, objeżdżamy wielkie stare targowisko Queen Victoria Market. Zatrzymujemy się przy Ogrodach Carlton, z pałacem Royal Exhibition Building, które wpisane są na listę UNESCO, mijamy siedzibę baletu, wielki stadion z Olimpiady 1956, centrum tenisowe słynnego turnieju Australian Open, a potem piękny ogród botaniczny. W Ogrodach Fitzroy zwiedzamy maleńki cottage rodziców kapitana Cooka i palmiarnię z aktualną wystawą sezonowych kwiatów. Wracamy na statek około 14.00. Potem dużo wolnego czasu. 
O 20.00 wypływamy w dalszą drogę. Wieczorne show w teatrze, z cyklu Musica in Maschera, pod tytułem „Serata Pucciniana”, w wykonaniu orkiestry symfonicznej i śpiewaków operowych. W nocy przesuwamy czas o pół godziny, ale tym razem wreszcie, po raz pierwszy, do tyłu!

Ciekawostka dnia:

Na koniec objazdu miasta spotyka nas niespodzianka – będąc w rejonie Parku Alberta udaje mi się namówić przewodniczkę i kierowcę autokaru, aby pokazali nam gdzie, w ostatnią niedzielę, odbył się tradycyjny wyścig Grand Prix Australii Formuły 1! Idą nam na rękę, mało tego, udaje im się wjechać na zamknięty tor! To niebywałe, przejechaliśmy prawie całe okrążenie i przekroczyliśmy linię mety! Dla naszych autokarów żadne granice nie istnieją!

Dzień 30. - 21.marca, sobota:

Dzień na Oceanie Indyjskim. W nocy mocno kołysało w dzień też. Wiatr nie jest silny, nie przekracza 10 km/godz., ale mamy długą falę od burty. Zachmurzenie niewielkie, wieczorem zanikające. 
Dziś sugerowany strój w barwach włoskiej flagi. Wieczorne przedstawienie w teatrze, pod tytułem „Sogno Italiano”, w wykonanie piosenkarzy rockowych i tancerzy.

Anegdota dnia:

Liczę potrawy, które codziennie serwuje nam statek na śniadanie: gorące kaszki - 2 rodz. + musli, gorące potrawy z jaj - 7 rodz., gorące wędliny - 3 rodz., smażone ryby, pomidory, fasolka i ziemniaki, wędliny zimne - 3 rodz., sery - 3 rodz., masło, dżemy 6 rodz. + miód, jogurty - 4 rodz., owoce - 11 rodz., pieczywo - 7 rodz., pieczywo słodkie - 9 rodz., mleko, soki - 4 rodz., kawa - 3 rodz., herbata - 5 rodz. Po co to robię? To proste – dziś rano jeden z naszych, na pytanie jak się czuje, odpowiada ze złością: - Mam już kompletnie dość jedzenia codziennie tych samych śniadań! No cóż, myślę, Aborygen by tego nie zrozumiał! Jakże to polskie! Brutalnie przypomina nam, jakie nieszczęścia spadają nieustannie na nasz naród!

Dzień 31. - 22.marca, niedziela:

Spokojne morze i słońce na bezchmurnym niebie witają nas rano, kiedy, po przebyciu 468 mil morskich (867 km), cumujemy w Zewnętrznym Porcie w Zatoce św.Wincentego, koło Adelaidy. Dla dzisiejszej wycieczki na prowincję pogoda wymarzona. O 09.00 ruszamy autokarem, z przewodnikiem z językiem niemieckim i angielskim. Ja tłumaczę, na zmianę z Ewa. Pierwszy przystanek to zbiornik retencyjny przy zaporze wodnej, zwanej „Szepcząca Ściana”. Tu widzimy dziko żyjące kangury. Jedziemy dalej do doliny Barossa, znanej z obfitości winnic i winiarni. Odwiedzamy dwie z nich, Yaldara i słynną Jacob's Creek, sponsorującą, między innymi, turniej tenisowy Australian Open. W obu degustujemy po kilka win z najpopularniejszych szczepów. W tej drugiej spożywamy świetny i bardzo zróżnicowany obiad, z kieliszkiem miejscowego wina. Po obiedzie jeździmy po pięknej okolicy, a potem pięknym, kameralnym, pełnym parków mieście. Około 17.00 wracamy na statek.
O 22.00 wypływamy w dalszą drogę. Zaraz potem ,w teatrze, Wielki Finał konkursu talentów ,wybranych spośród pasażerów. Zaszczytny tytuł zdobywa Australijczyk Roy, śpiewający piękną piosenkę „Home”. Show uzupełniają popisy artystyczne członków załogi, szczególnie chłopców z Indonezji. W nocy cofamy czas o pół godziny.

Ciekawostka dnia:

Miłą niespodzianką dla nas jest fakt, że dolinę Barossa zwano kiedyś Nowy Śląsk. Podobno zasiedlili ją, przede wszystkim, imigranci religijni z Dolnego Śląska, w tym z dawnej Zielonej Góry i okolic! Najbardziej malowniczą postacią pochodzącą z naszego miasta był Friedrich Herbig, który od 1855 roku mieszkał z żoną Karoliną i dwojgiem z ich 16 dzieci w zachowanym do dziś, pustym pniu wielkiego, spróchniałego drzewa gumowego.

Dzień 32. - 23.marca, poniedziałek:

Pierwszy dzień na morzu. Dzisiaj budzi nas kołysanie bardzo wysoką falą. Wiatr pomiędzy 50 a 90 km/godz., zachmurzenie i chłód, w granicach 16 stopni. Wypłynęliśmy na otwarte wody Oceanu Indyjskiego, mijając Przylądek Katastrofa i Zatokę Trumny. Dziś podobno nasz cyklon Nathan, po przejściu na zachód przez Zatokę Carpentaria, atakuje wyspę Elcho, w grupie Wysp Wessel, w stanie Północna Australia. Przez cały dzień utrzymuje się najwyższa fala, z repliki zegarków tych jakie spotykamy podczas całej podróży. Może dochodzić do 10 metrów. Wiele osób przeżywa to bardzo boleśnie. Nawet niektórzy członkowie załogi i artyści. Bardzo oczekiwany, finałowy koncert z cyklu Musica in Machera, pod tytułem „The Best of...”odbył się w okrojonym czasie, okrojonym programie i okrojonym stanie osobowym – sopranistka Delia Noble i baryton Simone Tansini padli ofiarą choroby morskiej. W nocy cofamy czas o godzinę.

Dzień 33. - 24.marca, wtorek:

Drugi, kolejny dzień na morzu. Dalej daleko od brzegu i wysoka fala.  Dziś ostatnia, czwarta gala – obowiązuje strój wieczorowy. W barze Savannah, przez godzinę, podają darmowego szampana i darmowe drinki. Wieczorem w teatrze, show piosenkarzy rockowych i tancerzy, pod tytułem „Samurai”. W nocy cofamy czas o godzinę.

Dzień 34. - 25.marca, środa:

Trzeci, kolejny dzień na morzu i ostatni. O 16.00 ostatnia nasza pogadanka, w salce konferencyjnej, na temat jutrzejszych Fremantle i Perth. 
Dziś sugerowany strój elegancki. Ostatnia wieczerza – w restauracji Villa Borghese. Wieczorem ostatnie show w teatrze, pod tytułem „The Best of...”, z udziałem piosenkarzy rockowych, tancerzy i cyrkowców.


Copyright by Biuro Podróży EXODUS S.J. | All rights reserved